Czy wiesz, jakie Twoje nawyki blokują Cię przed odniesieniem sukcesu finansowego?
Bo bardzo często problemem nie jest to, ile zarabiasz, tylko Twoja głowa i to, co robisz z pieniędzmi w momencie, kiedy trafiają na Twoje konto. Naprawdę zdziwisz się, jak szybko zmieni się Twoja sytuacja, gdy zmienisz te kilka rzeczy.
I właśnie dlatego w tym materiale pokażę ci siedem najczęstszych nawyków finansowych, które trzymają Cię w miejscu, oraz co w nich zmienić.
Ignorowanie finansów
Zaczniemy od pierwszego złego nawyku, czyli ignorowania finansów. To jest najgorszy błąd finansowy, jaki możesz popełnić i nie ma tu żadnej dyskusji.
Większość osób zwyczajnie ignoruje swoje finanse i nie wie, co tak naprawdę się dzieje. Zamiast zająć się nimi od razu, odkładają to na później. I jak się pewnie domyślasz, to “później” nigdy nie nadchodzi.
Czasem chodzi o brak podstaw jak budżet domowy, czasem o długi, a czasem o brak jakiegokolwiek planu na przyszłość, czyli inwestycji. Bo cały czas czekamy na idealny moment, żeby zacząć. Tylko że taki moment bardzo często nigdy nie przychodzi, a w tym czasie Twoja sytuacja finansowa stoi w miejscu albo się pogarsza.
I właśnie dlatego ignorowanie finansów jest tak kosztowne, bo nie da się poprawić swojej sytuacji, gdy zwyczajnie nic się z nią nie robi.
Zrób najbanalniejszy budżet domowy z kilkoma kategoriami. Ogarnij, gdzie rozchodzą się Twoje pieniądze i czy na pewno na to, na co myślisz, że się rozchodzą.

Jeśli masz długi, to podejdź do nich konkretnie i zrób plan spłaty. Taki, w którym wiesz dokładnie, kiedy pozbędziesz się zadłużenia. Nieważne, czy to będzie za 6 miesięcy, czy za 6 lat. Sama świadomość końca zrobi ogromną różnicę, bo nagle widzisz światełko w tunelu, a nie tylko rosnący problem.
Tak samo zadbaj o inwestowanie. Już teraz!
Zamiast odkładać to na później, po prostu ustaw automatyczny przelew na swoje konto inwestycyjne. Niech to będzie 5 czy 10% Twojego dochodu. Jeśli to za dużo, niech będzie nawet 50, 100 czy 200 zł miesięcznie. Nie będziesz bawić się w jednorazowe decyzje, ile powinienem zainwestować w tym miesiącu, a postawisz na regularność, która długoterminowo zbuduje Twój kapitał.
Zadbaj o absolutne podstawy, zamiast stresować się tym, czy powinieneś kupić sobie kawę na mieście albo, czy wziąć przecenioną szynkę na dacie ważności.
Mnóstwo osób skupia się na oszczędzaniu kilku złotych na takich drobnych wydatkach, a jednocześnie kompletnie ignoruje większą perspektywę, czyli chociażby ile mogliby zyskać, gdyby konsekwentnie inwestowali.
Skupianie się na małych oszczędnościach zamiast dużych decyzjach
I to prowadzi nas do kolejnego złego nawyku, czyli skupiania się na małych decyzjach zamiast tych, które naprawdę robią różnicę.
Bardzo wielu z nas stresuje się finansami, co w obecnych czasach nie jest w sumie niczym dziwnym, ale mnóstwo osób skupia się na oszczędzaniu kilku złotych na drobnych wydatkach, a jednocześnie kompletnie ignoruje większą perspektywę.
Wchodzimy w tryb ciągłego „cięcia kosztów” i szukamy oszczędności wszędzie, gdzie się da. Tu trochę taniej, tam rezygnacja z czegoś drobnego, pilnowanie każdej złotówki w codziennych wydatkach…
To bardziej daje poczucie kontroli niż realną poprawę wyników. A realnie prowadzi do błędnego koła. Stresujesz się finansami, więc uważasz na nie na każdym kroku, co jeszcze bardziej nakręca Twój stres.
Najlepsze oferty bankowe
Sierpień 2026
Codziennie aktualizowane rankingi
Promocje bankowe do 1.250 zł premii
Lokaty do 6,1%
Konta osobiste do 1.200 zł bonusu
Konta oszczędnościowe do 6,1%
Konta firmowe do 4.500 zł premii
Karty kredytowe za darmo
Zamiast tego dużo lepiej będzie, jeśli skupisz się na kilku kluczowych obszarach, które mają największy wpływ na Twoje finanse.
Pierwszy obszar to dochody
Bo zamiast skupiać się na oszczędzaniu kolejnych kilku złotych, dużo większą zmianę daje jedna dobrze przeprowadzona rozmowa o podwyżce albo zmiana pracy. Kilkaset złotych miesięcznie, które zyskasz jednym, jednorazowym działaniem, zamiast dziesiątek drobnych wyrzeczeń, które może dadzą, a może nie dadzą takiego samego efektu i jeszcze musisz je powtarzać miesiąc w miesiąc.
Drugi obszar to kredyt hipoteczny
Wiele osób traktuje kredyt hipoteczny jak coś zamkniętego. Nieruchomość kupiona, kredyt zaciągnięty i po prostu trzeba spłacać przez te 20 czy 30 lat. No… może ewentualnie czasem coś nadpłacać… To nie jest cyrograf, jakaś umowa ostateczna, której nie da się zmienić.
Co jakiś czas idź do eksperta kredytowego, niech sprawdzi, czy możesz refinansować swój kredyt na lepszych warunkach. Nagle okazuje się, że koszt Twojego kredytu spada o kilkadziesiąt tysięcy złotych.
I teraz zestaw to sobie z codziennymi decyzjami.
Ile kaw na mieście musiałbyś sobie odmówić, żeby zaoszczędzić 80.000 zł? Albo 50.000 zł? Albo nawet 20.000 zł? 5, 10 albo 15 lat odmawiania sobie tej nieszczęsnej kawy? Może nawet nie zdążyłbyś nie pić tych swoich kaw, bo kredyt byłby już spłacony…
Jedna dobrze podjęta, istotna decyzja finansowa da Ci efekt, którego nie da się osiągnąć samym cięciem małych wydatków.
I trzeci obszar, czyli inwestowanie
I pomijam już jego brak, ale chodzi o koszty, które ponosisz. Większość osób myśli o inwestowaniu w kategoriach: co kupić, kiedy kupić, czy rynek pójdzie w górę albo w dół. A dużo rzadziej patrzy się na coś, co dzieje się w tle i systematycznie obniża Twój wynik, czyli prowizje, opłaty i różne koszty zarządzania.
Wyobraź sobie, że masz konto maklerskie, gdzie prowizja wynosi 0,1%. Nawet nieźle, ale jest jeszcze jedna kwestia, czyli minimalna prowizja, która wynosi np. 5 zł. I jeśli inwestujesz małe kwoty, niech będzie 100 zł miesięcznie, bo tylko na tyle możesz sobie pozwolić, to nie płacisz 10 groszy prowizji. Płacisz 5 zł, czyli 5%.
Od razu tracisz 5%, a Twoje pieniądze jeszcze nic nie zrobiły!

Albo przywykłeś do konta, które kiedyś było niezłe, ale teraz prowizja jest znacznie wyższa, a do tego ma wysokie opłaty za depozyt.
W takim wariancie na przestrzeni lat możesz stracić zależnie od wysokości portfela od kilkunastu do kilkuset tysięcy złotych na samych opłatach. Nie dlatego, że wybrałeś złe akcje, nie przez kryzys. Przez to, jak działa procent składany i dlatego, że nie zmieniłeś konta. Co można zrobić w pół godziny.
Skup się na decyzjach o dużych konsekwencjach, a 3, 4 albo 5 takich decyzji da Ci dużo więcej, niż 50 albo 100 wyborów, które musisz ciągle powtarzać, a nie dają Ci żadnej realnej przewagi.
Ciągłe pilnowanie pieniędzy zamiast budowania systemu
Trzeci zły nawyk to ciągłe pilnowanie pieniędzy zamiast stworzenie systemu, który zrobi większość pracy za ciebie.
Otwarcie giełdy = sprawdzanie apki maklerskiej, sprawdzanie kursów walut, salda, wykresów, czy zmieniły się stopy procentowe, co nowego na portalach finansowych. Sprawdzanie tego wszystkiego rano, po południu, wieczorem. Czy wszystko na pewno jest w porządku…
Bez sensu!
Większość rzeczy, które tam sprawdzasz, nie ma żadnego wpływu na Twoją sytuację finansową.
- Nie zmienisz tego, jak jutro zachowa się rynek.
- Nie wpłyniesz na decyzje banku centralnego.
- Nie sprawisz, że twoje ETF-y wzrosną o dodatkowy procent tylko dlatego, że sprawdziłeś ich notowania pięć razy tego samego dnia.
Kiedy skupiasz się na rzeczach, których nie możesz kontrolować, zaniedbujesz te, na które masz realny wpływ. Bo dużo ważniejsze od codziennego sprawdzania konta jest stworzenie systemu, który działa niezależnie od Twojego nastroju i motywacji. System ma spełniać swój cel niezależnie od Twoich emocji.

- Automatyczny przelew na konto oszczędnościowe.
- Automatyczna spłata raty kredytu.
- Dokupienie ETF-u bez łapania dołka 2 zł niżej.
Jeżeli wszystko jest dobrze poukładane, to naprawdę nie ma powodu, żeby każdego dnia przejmować się swoimi finansami. Bo znowu zamiast zajmować się dużymi decyzjami, wracasz do drobiazgów. Czy rachunek został opłacony? Czy przyszła wypłata? Czy inwestycje dziś wzrosły o pół procenta czy spadły o jeden procent?
Spójrz na swoje podejście z boku. Co ono oznacza? Że dbasz o swoje finanse? Czy że nie czujesz nad nimi kontroli i nie masz zaufania do tego, co robisz?
Życie według norm społecznych
Kolejnym, już czwartym złym nawykiem, jest życie według utartych norm społecznych, które przyjmujemy od naszego otoczenia i traktujemy jak jedyną słuszną opcję.
To są przekonania o pieniądzach, które są tak mocno zakorzenione w naszej kulturze, że nawet nie zauważamy, że wpływają na nasze decyzje. Po prostu uznajemy je za coś oczywistego, mimo że nawet się nad nimi nie zastanawialiśmy.
Zastanów się, ile znasz takich rzeczy?
W pracy najlepiej nie pytaj o zarobki, bo raz, że nie wypada, a dwa, to dżentelmeni o pieniądzach nie rozmawiają, a zresztą kogo masz zapytać? Prywaciarza złodzieja? Nie gadaj o tym, bo to temat tabu… Rób grzecznie to samo co reszta i nie inwestuj na giełdzie, bo to kasyno, tylko jak normalny Polak kup sobie mieszkanie, bo wynajem to wyrzucanie pieniędzy w błoto.
Czy Ty słyszysz jak to brzmi?
A najciekawsze jest to, że większość ludzi nigdy nie zastanawia się, skąd właściwie wzięły się te przekonania. Po prostu przejmują je od rodziców, znajomych, telewizji czy internetu i traktują jak fakty. Nie dlatego, że je sprawdzili, tylko dlatego, że słyszeli je wystarczająco wiele razy.
Co słyszałeś o pieniądzach w swoim rodzinnym domu?
Wychowujemy się w środowisku, gdzie często słyszeliśmy:
- „nie stać nas na to”,
- “lepiej nie ryzykować”,
- “to nie jest dla nas”.
I nawet jeśli nasza sytuacja finansowa się zmienia, to gdzieś z tyłu głowy zostają nam te myśli. Samo zainteresowanie się pieniędzmi wywołuje u nas jakieś poczucie winy. Jakby Polacy byli jacyś gorsi, wręcz niegodni pieniędzy.
Co to ma znaczyć, że o pieniądzach się nie rozmawia?
Oczywiście że się rozmawia i trzeba o nich rozmawiać! Jak niby inaczej mamy zdobyć wiedzę finansową, orientować się w zarobkach, cenach, stawkach za usługi itd.? To nie jest jakaś wiedza tajemna, którą trzeba trzymać pod kocem, bo jeszcze ktoś inny na niej skorzysta.
Nie jesteś gorszy, bo chcesz rozmawiać o pieniądzach. Wręcz przeciwnie. To jeden z pierwszych kroków do zrozumienia, jak one naprawdę działają i wyjścia z błędnego koła. Nie daj się blokować normom tylko dlatego, że inni tak robią. Tracimy na tym jako całe społeczeństwo, nie tylko jako jednostki.
Brak konkretnego celu
Przejdźmy do piątego złego nawyku, czyli brak konkretnego celu.
Zastanów się, jakie masz cele powiązane z finansami. Obstawiam, że bardzo podobne do tych, które mają Twoi sąsiedzi, znajomi, rodzina, a nawet obcy Ci ludzie.
- Chcę mieć więcej pieniędzy.
- Chcę być wolny finansowo.
- Chcę nie martwić się pieniędzmi.
- Chcę żyć lepiej.
- Chcę przejść na emeryturę i robić co tylko zechcę…
To tak jakbyś mówił, że interesujesz się muzyką, bo słuchasz radia. Co to w ogóle oznacza?
To wszystko fajnie brzmi, gdy to mówisz, ale w rzeczywistości jest zupełnie bez sensu. Bo problem z takimi celami jest taki, że owszem brzmią dobrze, ale nie da się ich zrealizować. Nie dlatego, że są niemożliwe, tylko dlatego, że są tak naprawdę żadne, nijakie. Są tak ogólne, że nie istnieją.
Możesz pracować przez 20, 30 czy 40 lat, oszczędzać i inwestować i nadal nie wiedzieć, po co Ci te pieniądze. Co konkretnie chcesz dzięki nim osiągnąć?
W zasadzie obstawiam, że robisz to samo w każdej innej dziedzinie życia.
To tak, jakbyś powiedział, chcę być zdrowy. No super, ale na czym to polega?
- Zmienisz dietę?
- Zaczniesz ćwiczyć?
- Rzucisz nałogi?
- Zmienisz styl życia?
Każdy chce być zdrowy, ale co to w ogóle znaczy?
Chcesz spłacić długi? Super!
- A ile ich masz?
- Jaką metodę nadpłaty wybierasz?
- Ile przeznaczysz na nadpłaty?
- Kiedy zamierzasz spłacić całość?
Problem polega na tym, że Twoje cele są tak nieprecyzyjne, że bardzo łatwo je porzucić. A później dochodzi jeszcze frustracja, no bo się nie udało… A jak miało się udać? Problem nie leży ani w Twojej motywacji, ani w Twojej dyscyplinie, tylko w samym celu.
Nie da się skutecznie realizować czegoś, czego nawet nie potrafisz zdefiniować. Jak określisz postęp, skoro może być jednocześnie wszystkim i niczym?
Nie wiesz jak się za to zabrać? To użyj metody S.M.A.R.T.
- S jak Sprecyzowany. Cel musi być konkretny.
- M jak Mierzalny. Musisz wiedzieć, po czym poznasz, że osiągnąłeś cel.
- A jak Osiągalny. No akurat po polsku nie ma dobrego odpowiednika na A, ale cel powinien być osiągalny, czyli realnie w zasięgu Twoich możliwości.
- R jak Realistyczny. Musi odpowiadać realiom w kontekście Twojego życia
- T jak Terminowy. Czyli musisz określić konkretną datę.
Zobacz to na przykładzie.
- Chcę zacząć inwestować – słaby cel.
- Chcę w tym roku zainwestować 6.000 zł – średni cel.
- Co miesiąc, dzień po wypłacie na swoje konto IKE będę przelewał 500 zł, które zainwestuje w ETF na amerykańskie akcje – to jest konkretny cel.
Zamiast przez lata marzyć o nie wiadomo czym, po prostu zastanów się i zapisz to sobie, żeby Ci nie umknęło. Nie w głowie. Nie „mniej więcej”. Konkretnie. Nie wiesz jeszcze do końca czego chcesz? Zapisz tyle, ile masz. Lepiej mieć niedoskonały plan i później go poprawić, niż przez kolejne lata w ogóle nie mieć żadnego planu.
Brak planu
I to prowadzi nas do szóstego złego nawyku, czyli właśnie braku planu.
Plan finansowy dla większości osób to: odpuszczę sobie kilka razy kawę na mieście, a te buty są jeszcze dobre, to nowe kupię za miesiąc, no i w sumie nie chce mi się spotykać z koleżanką z pracy, więc wymyślę jakąś wymówkę i oszczędzę koszty restauracji…
To nie jest żaden plan, tylko przypadkowe działania, często połączone ze zwykłym dziadowaniem. Czy na myśl o jakimś niekoniecznie niezbędnym wydatku masz wyrzuty sumienia? Masz rozdwojenie jaźni, bo oglądasz treści finansowe, ale jednocześnie też lifestyle swoich znajomych?
Z jednej strony słyszysz, że nie warto wydawać pieniędzy na kawę, restauracje, ubrania, wakacje czy inne przyjemności. A z drugiej strony otwierasz Instagrama i widzisz coś zupełnie odwrotnego. Znajomi mają nowe auto, są już trzeci raz na wakacjach, a do tego masz wrażenie, że w kółko są w restauracji.
Nic dziwnego, że wiele osób ma kompletnie pomieszane podejście do pieniędzy.
Problemem nie są ani wakacje, ani nowe auto, ani wyjścia na kawę czy do restauracji. Problem nie polega na samym wydawaniu pieniędzy. Problem polega na wydawaniu ich bez planu.
Bo jeśli nie wiesz, gdzie mają trafiać Twoje pieniądze, to każda większa kwota prędzej czy później po prostu się rozpłynie. Trochę tu, trochę tam i na koniec miesiąca zostajesz z poczuciem, że zarabiasz całkiem nieźle, ale nie bardzo wiesz, gdzie te pieniądze zniknęły. No i robisz sobie wyrzuty, czujesz się źle i masz ochotę odpuścić sobie te całe finanse, bo przecież i tak nic się nie zmienia.
Dlatego warto ustalić, na czym naprawdę Ci zależy.
- Co sprawia Ci przyjemność?
- Na co chcesz wydawać więcej pieniędzy, ale bez dotychczasowego poczucia winy?
Dla jednej osoby będą to podróże. Dla innej dobra restauracja raz w tygodniu. Dla jeszcze kogoś innego będzie to sport, hobby, dłubanie w aucie, czy malowanie figurek.
Nie ma to żadnego znaczenia i żadna z tych rzeczy nie jest złym wydatkiem.
Kiedy świadomie decydujesz, na czym Ci zależy, dużo łatwiej ograniczasz wydatki na rzeczy, które nie mają dla Ciebie większego znaczenia. Nie oszczędzasz wtedy dla samego oszczędzania. Oszczędzasz po to, żeby wydawać więcej na rzeczy, które naprawdę poprawiają jakość Twojego życia. I to nie muszą być rzeczy potrzebne, a zachcianki.
Tak, wiem, że mówi się o tym, żeby nie przeznaczać kasy na zachcianki… Ja sam o tym mówię. Ale nie chodzi o to, żeby nie mieć żadnej radości z życia, tylko ograniczać zachcianki, które są chwilowym kaprysem, a nie te, które są naprawdę częścią Ciebie.
Żeby to wszystko działało, musisz znać swoje liczby. Czyli mieć plan.
Nie potrzebujesz do tego skomplikowanych arkuszy ani rozbudowanych aplikacji. Wystarczy prosty podział pieniędzy na kilka podstawowych kategorii.
- Pierwsza to koszty stałe, czyli mieszkanie, rachunki, jedzenie, transport i wszystkie wydatki, które musisz ponieść niezależnie od sytuacji. Ta kategoria powinna mieścić się w 60% Twoich zarobków.
- Druga to oszczędności, czyli fundusz awaryjny i poduszka finansowa oraz Twoje krótkoterminowe cele, czyli większe wydatki planowane w najbliższych latach. Tutaj powinno trafiać najpierw 20%, a potem 10% Twoich zarobków.
- Trzecia to inwestycje, czyli pieniądze przeznaczone na budowanie majątku. Tu trafia 10% Twoich zarobków, a gdy masz już porządną poduszkę finansową, to zamieniasz proporcje, i to tu ląduje 20% Twojej wypłaty.
- I wreszcie czwarta kategoria, czyli przyjemności, a więc wszystko to, czego naprawdę chcesz, ale robisz sobie o to wyrzuty. Powinno tu trafiać 10% Twojego dochodu, ale zależnie od wysokości zarobków u każdego bywa z tym różnie. Jeżeli nie możesz sobie na to pozwolić, to przeznacz chociaż 5%.
Pieniądze nie mają służyć wyłącznie do opłacania rachunków i budowania przyszłości. Mają też pozwalać Ci korzystać z życia już teraz. Niezależnie od tego, ile zarabiasz. Chyba, że masz długi, no to wtedy trzeba zacisnąć zęby aż wyjdziesz na prostą. Ale zakładam, że ich nie masz i po prostu chcesz trochę zluzować.
Najważniejsze jest to, żeby każda z tych kategorii była zaplanowana z góry. Dzięki temu możesz ustawić automatyczne przelewy i od razu po wypłacie masz to wszystko z głowy. Nie musisz się tym w ogóle przejmować.
Bo kiedy automatycznie oszczędzasz, automatycznie inwestujesz i masz określoną kwotę na przyjemności, to przestajesz zgadywać, czy możesz sobie na coś pozwolić. Po prostu to wiesz, a nie latasz jak kot z pęcherzem. A wtedy wydawanie pieniędzy przestaje być źródłem stresu i zaczyna być świadomą decyzją. Taką, którą wcześniej zaplanowałeś.
Poczucie winy
I to prowadzi do ostatniego, siódmego złego nawyku, czyli poczucia winy przy wydawaniu pieniędzy.
Przed chwilą mówiłem o tym, że warto przeznaczać część swoich pieniędzy na przyjemności. I dla wielu osób właśnie tutaj zaczyna się problem. Nawet jeśli wyznaczą sobie te 10% czy choćby 5% budżetu na przyjemności, to i tak czują się z tym źle. I tak nie wydają tego na siebie.
Powtarzają:
- “nie stać mnie na to”,
- “to marnowanie pieniędzy”,
- “nie powinienem wydawać kasy na takie rzeczy”
- itd.
Jeśli masz długi konsumenckie, to tak, masz rację. Możesz sobie tak gadać, dopóki ich nie spłacisz. Ale gdy już to zrobisz, to nie ma powodu, by powtarzać te bzdury.
Mnóstwo osób na myśl o “dogodzeniu sobie” czuje dyskomfort. Nie dlatego, że ich nie stać. Po prostu przez lata przyzwyczaili się do myślenia, że wydawanie pieniędzy jest czymś złym.
W pewnym momencie to jest absurd!
Odkładasz pieniądze przez całe życie. Oszczędzasz, inwestujesz, budujesz majątek, zabezpieczasz emeryturę. Wszystko po to, żeby odbić to sobie w przyszłości. A później nie potrafisz korzystać z efektów własnej pracy.
Nie kupujesz rzeczy, które sprawiłyby Ci radość. Nie jedziesz na wyjazd, o którym marzyłeś od lat. Nie realizujesz swoich planów. Cały czas odkładasz życie na później.
Oczywiście, że Twoja wymarzona podróż nie ma daty ważności, ale Twoje kolana już tak.
Pieniądze nie są po to, żeby je wyłącznie gromadzić. Oczywiście warto oszczędzać. Warto inwestować. Warto budować bezpieczeństwo finansowe. Ale ostatecznie pieniądze mają być narzędziem, które poprawia jakość Twojego życia.
Bo jaki jest sens posiadania pieniędzy, jeśli nigdy z nich nie korzystasz?

Jeśli masz fundusz awaryjny, budujesz oszczędności, inwestujesz i realizujesz swoje cele finansowe, to dlaczego miałbyś mieć jakiekolwiek wyrzuty sumienia?
Po co w ogóle zarabiasz te pieniądze?
Bo mam wrażenie, że wiele osób wpada w pułapkę ciągłego odkładania życia na później. Jeszcze trochę oszczędzę. Jeszcze trochę zainwestuję. Jeszcze trochę poczekam.
A później mija rok. Potem pięć lat. Potem dziesięć. I nagle okazuje się, że całe życie przygotowywałeś się do życia, zamiast po prostu żyć.
Pieniądze nie są celem samym w sobie. Są narzędziem. Mają dawać Ci bezpieczeństwo, ale mają też dawać Ci możliwości i doświadczenia. Dlatego jeśli wcześniej zaplanowałeś pieniądze na przyjemności, to korzystaj z nich bez poczucia winy. Właśnie po to je masz.
Bo sukces finansowy nie polega na tym, żeby umrzeć z największym stanem konta. Polega na tym, żeby mądrze korzystać z pieniędzy zarówno dziś, jak i w przyszłości.


