Twoim celem powinno być powiększanie konta bankowego, a nie rozdmuchiwanie swojego ego. Oto 5 powodów, dla których warto się nie wychylać, i które pomogą Ci osiągnąć więcej, a przynajmniej pod względem finansowym.
Pogoń za „lepszym” i nieustanne niezadowolenie
Po pierwsze, uwalnia Cię to z niekończącej się pogoni za czymś lepszym, większym albo szybszym.
Zastanów się, co się dzieje za każdym razem, gdy w Twoim życiu pojawia się pozytywna zmiana? Podwyżka, awans, nowa praca, auto albo mieszkanie? Masz do dyspozycji “więcej”, cokolwiek to znaczy w danym przypadku. Nagle znajdujesz się w wyższym standardzie. Tylko że jest to taka niekończąca się gra, w której nie da się wygrać, bo żeby pokonać poziom, musisz przebić poprzedni. A zawsze jest poziom wyżej…
Wymieniasz auto na nowe i przez kilka tygodni czy nawet miesięcy bardzo Cię to cieszy, więc porównujesz je z innymi autami. I zaczynasz zauważać, że tych lepszych od Twojego jest całkiem sporo. Może nawet należą do osób, po których byś się tego nie spodziewał. Twoja radość stopniowo maleje i przeradza się w codzienność. Uwierz mi, że wcale nie jesteś odosobnionym przypadkiem, bo fachowo nazywa się to hedonistyczną bieżnią.
Hedonistyczna bieżnia to zjawisko, które dosłownie przypomina bieżnię z klubu fitness. Nie ważne, jak szybko będziesz na niej biec, bo i tak będziesz dokładnie w tym samym miejscu. Do tego samego sprowadza się Twoje szczęście, niezależnie od zarobków czy nowych nabytków. Po pewnym czasie Twoje zadowolenie po prostu wraca do poziomu, który jest Twoją normą.
Tutaj warto przytoczyć badanie na temat odwiecznego pytania “czy pieniądze dają szczęście”, które jest niesamowicie często źle interpretowane, ale to temat na zupełnie oddzielny materiał.
W badaniu sprawdzono, jak wraz ze wzrostem zarobków zmienia się poziom zadowolenia z życia i odkryto, że gdy mamy wystarczająco dużo pieniędzy, by pokryć nasze podstawowe potrzeby, czyli mieszkanie, jedzenie, zdrowie, czy ubrania, to posiadanie większej ilości pieniędzy nie wpływa aż tak znacząco na poziom szczęścia. Owszem, czujemy się szczęśliwsi, ale to nasze nowe szczęście dość szybko powszednieje. Nasz nowy poziom zwyczajnie staje się normą, której wręcz wymagamy od życia i coraz ciężej jest nam zdobyć ten entuzjazm, który mieliśmy jakiś czas temu.
Najlepsze oferty bankowe
Grudzień 2025
Codziennie aktualizowane rankingi
Promocje bankowe do 1.000 zł premii
Lokaty do 7,1%
Konta osobiste do 1.000 zł bonusu
Konta oszczędnościowe do 6,6%
Konta firmowe do 3.600 zł premii
Karty kredytowe za darmo
Zastanów się nad takim bardzo przyziemnym przykładem, jak nowy telefon. Porównujesz modele, oglądasz testy, dobierasz to, czego potrzebujesz. Gdy już go masz, to kupujesz mu etui, szkło ochronne na ekran i bardzo delikatnie go odkładasz, żeby przypadkiem nie zrobić nawet rysy. Nawet na łóżko go nie rzucisz, bo mimo że miękkie, to jeszcze nie daj Boże się odbije i spadnie na podłogę. Ciągle sprawdzasz nowe funkcje porównując go ze swoim starym modelem… A po jakimś czasie? Masz gdzieś nowe funkcje i to czy spadnie ze stołu na podłogę, ważne żeby się nie potłukł i działał. Nie jest już ekscytującą nowością, a częścią codzienności.
Za jakiś czas Twoją głowę zaprząta poszukiwanie nowości w innym miejscu. Może komputer, może auto, ubrania, wakacje albo dom. Chodzi o status społeczny, na którego podnoszenie bardzo cisną social media, gdzie przecież każdy jest piękny, młody i bogaty, tylko nie Ty…
Można to zauważyć w badaniach, choćby dość świeżym Financial Wellness Index, gdzie tylko 26% Polaków oceniło swoją sytuację finansową pozytywnie. Nasze otoczenie generuje presję, której ulegamy i boimy się zejść z tej metaforycznej bieżni, choć wtedy wcale się nie cofamy, a nadal stoimy w miejscu. Więc czy w takim razie warto w kółko biec do przodu?
Uproszczenie życia
Druga rzecz to uproszczenie życia, bo im mniej masz wydatków, które musisz utrzymywać i aktywnie o nie dbać, ponieważ nie są faktycznie dopasowane do Twojej sytuacji materialnej, tym lepiej. Nie bawisz się w balansowanie swoimi finansami, żeby tylko zachować pozory, co daje Ci dużo spokoju.
Weźmy znów przykład z “nowym” samochodem, który nie jest nowy, jako z salonu, ale nowy dla Ciebie. Kilkuletnia klasa premium, dzięki której sąsiad zmienia się w darmowy monitoring, bo ciągle siedzi w oknie i patrzy na Twój podjazd. Przez jakiś czas naprawdę będziesz podekscytowany tym, że możesz pochwalić się naprawdę konkretną furą, masz respekt na kościelnym parkingu itd.
Ale za jakiś czas dociera do Ciebie rzeczywistość. To może być wydatek, który nie był do końca przemyślany. W sumie jeździ tak samo, ale za to koszt utrzymania jest większy, niż auta z niższej półki. Może połasiłeś się na wyjątkowy silnik, który musisz tankować paliwem premium. Opony to już nie to samo, co sprawdzone używki z OLX-a, bo taką moc trzeba opanować, a do tego trzeba dbać na bieżąco, czyli droższy coroczny serwis. Nie wspominając już o częściach i robociźnie, gdy już coś faktycznie się zepsuje.
Wydatek, który jest ponad Twoim poziomem finansowym, po prostu jest źródłem stresu i wpływa na Twoją codzienność. Mówi się, że biedne osoby nie muszą dbać o pozory i tytuł tego materiału też jest clickbaitowy z tym wyglądem biedaka, ale tu nie chodzi o to, że masz zacząć wyglądać jak oberwaniec, a tak metaforycznie, nie “stroić się” bez potrzeby. I to nie tylko pod względem ubrań.
Zdjęcie „kajdanek”
Trzecia rzecz to kajdanki, które sam na siebie nakładasz. Kiedy przestajesz przejmować się utrzymywaniem kosztownych pozorów, wychodzisz z trybu skupionego na przetrwaniu, zamiast rozwoju. Cała Twoja wolna gotówka może być np. inwestowana na giełdzie, co przyniesie Ci choćby wcześniejszą emeryturę, a nie w koszulki z wielkim logo, żeby każdy widział, jaki z Ciebie szef, bo masz tam napis BOSS.
Jak to w 1922 r zapisał Alber Einstein. “Spokojne i skromne życie przynosi więcej szczęścia niż pogoń za sukcesem połączona z nieustannym niepokojem”.

Według badania BIG Info Monitor aż 38% Polaków deklaruje, że ma kłopoty finansowe, a oprócz tego 41% ankietowanych wyznało, że odczuwa stres z powodu swojej sytuacji materialnej. Mimo to, nadal dajemy się presji i kupujemy w myśl zasady zastaw się, a postaw się.
Nasze życie jest naprawdę stresujące i nie musimy do niego dokładać czegoś sami. Zamiast tego lepiej wycinać takie rzeczy. Spokój jest naprawdę niedoceniany, a przecież tak niewiele potrzeba, by go osiągnąć.
Jeśli masz to “nowe” auto premium, które regularnie pochłania część Twoich dochodów, to nie możesz sobie pozwolić na utratę pracy, przerwę na znalezienie innej, czy rozważenie innej ścieżki kariery albo własnego biznesu. Masz coś niekoniecznie potrzebnego do utrzymania i funkcjonujesz jak w kajdankach. A bardzo często taka poprawa w jednej kategorii prowadzi do lawiny nowych wydatków mających na celu podniesienie standardu w innych sferach życia, aby wszystko do siebie pasowało. To efekt Dierota, o którym nagrałem film już 3 lata temu, a na blogu pisałem chyba nawet 6 lat temu, więc możesz do tego zajrzeć w wolnej chwili.
Dlatego by pozbyć się tych kajdan, tak bardzo ważne jest, by Twoje zarobki odjechały wydatkom. Im większa różnica, oczywiście na korzyść zarobków, tym większa swoboda i spokój. To daje elastyczność nie tylko w przypadku zwolnienia z pracy, ale też próbowania nowych rzeczy i podejmowania ryzyka. Twój margines na błąd jest większy.
Oprócz tego po prostu trzymasz to, co dla Ciebie naprawdę ważne, a nie drogie graty. W ten sposób nie tylko pozbędziesz się fizycznego bałaganu, ale także stworzysz przestrzeń dla większej jasności umysłu i dobrego samopoczucia, bo mniej rzeczy zaprząta Twoją uwagę.
Możesz zastosować to samo myślenie do swoich finansów. Nie chodzi tylko o oszczędzanie pieniędzy i upychanie ich na koncie, ale także o redukcję stresu związanego z utrzymaniem tego wysokiego statusu. Emocje związane z nowym zakupem zanikają, pozostawiając za sobą lęk przed nadążaniem za resztą.
Odpowiednie otoczenie
Kolejną rzeczą jest odpowiednie otoczenie, bo jak dobrze wiemy, pozory zachowuje się po coś, głównie po to, aby przynależeć do pewnej grupy społecznej, na której nam zależy. Tylko czy faktycznie chcesz ponosić koszty, aby utrzymywać wyższy status, by przypodobać się innym osobom?
Jeśli są to osoby, które faktycznie są na poziomie, do którego aspirujesz, to one mogą sobie na to pozwolić, ale Ty będziesz systematycznie tracił majątek na nadążanie za grupą. Jeżeli natomiast nie są, to zadajesz się z pozerami albo osobami bojącymi się być sobą. Tak czy siak, brak profitu.
Próbując emanować wyższym poziomem zamożności przyciągasz też ludzi, którzy mogą chcieć się z Tobą zadawać jedynie ze względu na to, że uważają, że masz pieniądze. Tak naprawdę nie chcą Cię znać, a liczą na to, że być może na coś się załapią. Przyjaciół nie ma co szukać portfelem, bo rzadko kiedy poznaje się ich w biedzie, ale jeszcze rzadziej, gdy odnosi się sukces. Poza tym, to, co posiadasz, nie staje się Twoją całą osobowością.
Poza tym dochodzą też zwykłe kwestie bezpieczeństwa, bo szastanie gotówką na mieście może skończyć się od zwinięcia portfela, przez napad aż po buchnięcie fury, czy włamania do domu. To już nie to co kiedyś, ale nadal się zdarza.
Łatwiejsza emerytura
Na koniec pozostaje oczywiście końcówka życia, czyli emerytura. Po zakończeniu pracy czy biznesu nie masz już swojego dotychczasowego źródła dochodu, a nadal jesteś przyzwyczajony do pewnego poziomu życia, co wciąż wiąże się z wydatkami. I jeśli będziesz mieć tylko państwową emeryturę, to raczej na wiele nie będziesz mógł sobie pozwolić. Dlatego wcześniej zamiast kupować kolejne produkty, które robią z Ciebie chodzącą reklamę, lepiej część kasy zainwestować, by mieć spokój na starość.
I tu możemy posłużyć się zasadą 4%, która mówi, że powinniśmy móc się utrzymać nawet przez 30 lat, jeśli z naszego zainwestowanego kapitału będziemy wypłacać tylko 4% rocznie.
Tak więc, jeśli jesteś przyzwyczajony, że Twoje roczne koszty utrzymania to np. 70.000 zł, to powinieneś do emerytury zgromadzić majątek w wysokości 1.750.000 zł, by móc sobie te 70.000 zł bezpiecznie wypłacać i żyć z inwestycji.

Jeżeli natomiast miałbyś dużo większe koszty, czyli 150.000 zł rocznie, to musisz zgromadzić aż 3.750.000 zł, aby utrzymać swój dotychczasowy standard życia.

Droższe życie teraz nie tylko oznacza droższe życie w przyszłości, ale też wydłuża czas niezbędny do zgromadzenia środków na emeryturę, by w ogóle była możliwa.
Myślę, że doskonale obrazuje to, jak bardzo przyzwyczajenie się do pewnych standardów może Ci się odbić czkawką w przyszłości. A przecież nie wszystkie nasze wydatki są nam potrzebne. Część z nich ponosimy dla utrzymania statusu, a część tak po prostu, z przyzwyczajenia, choć nawet z nich nie korzystamy.
To było pięć powodów, które uważam, że pokazują zalety skromniejszego życia i to metaforyczne wyglądanie na biedną osobę nie wiąże się z chodzeniem w łachamanach, a realnymi korzyściami. Jeśli Ci się podobało, to koniecznie sprawdź poprzedni materiał o tym, jak stworzyć swój finansowy plan na najbliższe 10 lat w kilka minut.