fbpx

Nie zazdrość

przez Rafał Walaszek

Zawsze możesz poznać kogoś, kto jest od Ciebie bogatszy, a u części z nas wywołuje to masę negatywnych emocji, które mają jedno źródło: zazdrość.

Nigdy nikomu nie zazdrościłem, co jest dość dziwne, gdy teraz o tym myślę. Jednak szukając w głowie takich sytuacji, nie potrafię przywołać nawet jednej. Moje dzieciństwo nie przebiegało pod znakiem bogactwa, nie było w nim też nic magicznego, chociaż miałem pokój jak Harry Potter (gdy jeszcze mieszkał pod schodami). Miałem za to na ulicy kolegę, którego rodzina posiadała więcej kasy, niż mój mózg dawał wtedy radę pojąć.

Żeby to lepiej zobrazować, przypomnę historię. Poszedłem po mojego kolegę Michała, żeby wyciągnąć go na boisko i pograć w piłkę (to były czasy, gdy internet nie był powszechny, a telefon komórkowy był wielkości stacjonarnego). Na podwórku spotkałem jego mamę, która oznajmiła mi, że jest u siebie w pokoju i żebym po prostu wszedł. Nigdy nie byłem w środku, więc chodziłem po domu na ślepo, a w zasadzie po willi. Bo przemierzałem pokoje, korytarze, salony, salę bilardową, basen, saunę i co tam tylko jeszcze było, przez dobre 15 minut oglądając wszystko z zaciekawieniem. Wyszedłem z domu, sam, nie znalazłem jego pokoju. Wróciłem do siebie, poczułem się trochę jak ostatni głąb, że nie potrafię znaleźć pokoju swojego kolegi. Było mi nawet wstyd, ale przynajmniej nie z powodu zazdrości.

Zazdrość psuje krew wielu ludziom i uświadomiłem sobie to dopiero, gdy byłem trochę starszy. To głupie uczucie potrafi zniszczyć wieloletnie relacje. I tu też przytoczę historię ze swojego życia. Moi rodzice od ponad 30 lat prowadzą własną firmę, sprzedają obuwie. Wieczornym punktem spotkań okolicznej ludności była miejscowa piekarnia, gdzie w kolejce po świeży chleb było warto stać nawet 40 minut. I jak co wieczór po pracy moja mama zajechała po chleb. Spotkała tam swoją klientkę, ale nie byle jaką. Pani ta była wręcz jak koleżanka, od dobrych 10 lat kupowała tylko u mojej mamy, wpadała pogadać, czasem podrzucała coś w formie prezentu. Ten wieczór położył kres ich znajomości.

Moja mama po 13 latach kupiła nowy samochód na firmę (szaleństwo prawda?). Nic wielkiego, goły Mitsubishi Outlander. Goły, bo z wyposażenia miał tylko radio, klimatyzację i elektryczne szyby. Totalnie bez szału, a sam wydatek dość niewielki. No ale nowy? Jak tak można? Tak właśnie pomyślała wieloletnia klientka mojej mamy. Nie wiem, czy była aktorką, ale podobno w środku piekarni odstawiła istny spektakl. Rzucając inwektywami i informując wszystkich obecnych, że moja rodzina to złodzieje i na cudzej krzywdzie się bogaci, opuściła lokal. Uczciwych ludzi nie stać na nowe samochody, a ona nigdy więcej nic już od nas nie kupi.

Cóż, nie znając zarobków drugiej osoby, można na siłę przepychać takie argumenty, choć nadal nie mają żadnego sensu. I nawet przez chwilę zastanawiałem się dlaczego? Może coś źle zrozumiałem, bo dotyczyło to mojej rodziny i wiecie, klapki na oczach? Prawie identyczna sytuacja miała miejsce w 2016 roku.

Kilka miesięcy po ślubie, zmieniliśmy z żoną jej stare Audi A4 z ubiegłego tysiąclecia (rocznik ’99) na nasze „nowe” Audi A5 z 2011 roku. Niby nic wielkiego, ale zmiana wyraźna. Na tyle wyraźna, by część osób, z którymi pracowaliśmy, dostało białej gorączki. I nie były to osoby najniższego szczebla, a nasi przełożeni i dyrektor całej firmy. W głowach im się nie mieściło, że kupiliśmy sobie taki samochód i za karę dostawaliśmy mniej pracy, co równało się mniejszym zarobkom.

Dla wyjaśnienia: pracowaliśmy w magazynie logistycznym na akord, czyli płatne od każdej zrobionej sztuki (więcej robisz = więcej zarabiasz). Nie zawsze byłem bezrobotnym blogerem żyjącym z oszczędności.

Na „górze” uznano, że mamy za dużo kasy, skoro stać nas na takie wydatki. Ale czym różni się ta historia od poprzedniej? Ano tym, że praktycznie każdy wiedział ile zarabiają „pakowacze” i do tej pory nikt nie miał z tym problemu. Nie byliśmy tymi cholernymi prywaciarzami, a zwykłymi pracownikami, którzy od kilku lat pracowali w firmie jak wszyscy inni.

I znów jak w poprzedniej historii przez kilka lat zupełnie nikt nie miał z nami problemu, aż nie okazało się, że mamy coś, czego nie mają inni. Nawet pomimo faktu, że zarabialiśmy tyle, co oni. „Góra” zaczęła się na nas odgrywać, a my w końcu daliśmy sobie spokój i zrezygnowaliśmy z tego cyrku. Czy zrobiliśmy im cokolwiek złego? Nie, to oni wyrządzili sobie krzywdę, budując w sobie nienawiść tylko dlatego, że ktoś radzi sobie lepiej od nich. W ich mniemaniu nie zasłużyliśmy na to, co mamy. Zazdrość wyniszczyła ich od środka.

W tym momencie chcę wrócić do pierwszej historii, bo poznanie zazdrości zatoczyło koło. Nigdy nie hejtowałem bogatych osób, bo nie miałem za co. Ich majątek nie czynił mi krzywdy, a mama Michała była jedną z najmilszych osób, jakie poznałem (w przeciwieństwie do biedniejszych w portfelu i głowie). Nie zazdrościłem mojemu koledze i nie czułem nienawiści za to, że jest ode mnie bogatszy. Było mi głupio, bo nie potrafiłem ogarnąć jego majątku umysłem. Tylko że ja miałem wtedy 8 lat, a Ty masz już dużo więcej i nadal, zamiast zrozumieć, wolisz się kisić ze złości jak ogórki w słoiku.

Podobne teksty

Skomentuj

9 komentarzy

paulina 4 listopada 2019 - 14:31

Zazdrość jest bardzo niszcząca, kiedy jej się poddamy. Czasami może być pozytywna, kiedy wiemy co z nią zrobić, ponieważ pokazuje nam na czym nam zależy i jeśli umiemy ruszyć cztery litery to spróbujemy zdobyć coś podobnego. Nie dlatego, żeby mieć lepsze, ale aby mieć równie dobre.

Odpowiedz
Izabela 4 listopada 2019 - 14:48

Zazdrość to trucizna. Lepiej cieszyć się szczęściem i sukcesem innych, ale do tego potrzebna jest samoakceptacja. Jeśli nam nie jest dobrze w życiu, zawsze będziemy krytykować. Zacznijmy więc od pracy nad sobą.

Odpowiedz
Ewelina 4 listopada 2019 - 16:53

Najważniejsze to akceptować swoje tu i teraz i być za to wdzięcznym. Wtedy wszelkie zazdrości odchodzą na dalszy plan 🙂

Odpowiedz
IzabelaAB 4 listopada 2019 - 19:38

Jest coś takiego w ludziach, że wolą wyliczać pieniądze komuś niż sobie. Mam też taką teorię, że zazdrość bierze się ze złości na siebie, za okazje, których nie wykorzystaliśmy lub decyzje, których sami baliśmy się podjąć, a widzimy u kogoś wymierne efekty takich decyzji.

Odpowiedz
Katarzyna Hryniewicz 4 listopada 2019 - 23:09

Ciesz się tym co posiadają inni, ta energia płynie i kiedyś wróci do Ciebie. Jeśli zazdroszczę, to tak naprawdę robię sobie żle: złość, żal, jad wszystko krąży w moim ciele jak toksyny. Nie potrzebuję niskich wibracji. Poza tym to co cieszy kogoś obok, może dla Ciebie wcale nie być szczęściem.

Odpowiedz
blogierka 5 listopada 2019 - 00:41

A ja czasem komuś czegoś zazdroszczę, ale nie jest to negatywne uczucie w stosunku do tej osoby np.

Odpowiedz
blogierka 5 listopada 2019 - 00:44

A i chciałam dodać, że fajnie, że zdradziłeś co nieco o sobie- takie wpisy od razu fajniej się czyta.

Odpowiedz
Rafał Walaszek 5 listopada 2019 - 03:51

Cieszę się 😉 Zdradzę jeszcze nie jedno, ale wszystko w swoim czasie.

Odpowiedz
gonicmarzenia 8 listopada 2019 - 23:32

Trzeba cieszyć się z tego co się ma, a nie patrzeć na to czego się nie ma

Odpowiedz

Ta strona używa ciasteczek bo są smaczne i pomagają zoptymalizować jej działanie. Akceptuj Czytaj więcej